W 2011 Dany Torres wygrał całą serię zawodów Red Bull-X-Fighters. W bieżącym sezonie, ze 130 pkt. na koncie, zajmuje 4. miejsce w klasyfikacji generalnej. Podczas ostatniej rundy, która odbyła się jego ojczystej Hiszpanii, wywalczył czwartą pozycję i już nie może się doczekać kolejnej – 19 lipca w Monachium. Czekając na te zawody 27-letni Torres nie tylko szaleje na motocyklu, ale również bawi się ze swoimi dziećmi. Zapraszamy na rozmowę z jednym z najlepszych na świecie zawodników Freestyle Motocrossu.
Jak długo dochodzisz do siebie po zawodach?
Potrzebuję kilku dni, żeby odpocząć. Ten czas w stu procentach poświęcam dla rodziny. Odwiedzam rodziców w ich firmie i bawię się ze swoimi dziećmi tak długo jak to tylko możliwe – z pięcioletnim synkiem Enko i dwuletnią córeczką Karoliną.
Jak zmieniło się Twoje życie, od kiedy zostałeś jednym z najlepszych zawodników FMX na świecie?
Odczuwam tylko pozytywne zmiany. Biorę udział w świetnych zawodach. Poznaję fantastycznych ludzi i odwiedzam przepiękne miejsca na całym świecie. Jedynym minusem jest to, że nie zawsze mam dla rodziny tyle czasu, ile bym chciał. I przykładowo zamiast bawić się z dziećmi, siedzę na lotnisku i czekam na kolejny samolot.
Gdybyś miał wymienić jedną osobę, która miała wpływ na to co teraz robisz, to kto by to był?
Tata. On zawsze wierzył we mnie. Zawsze mnie wspiera.
Dostawałeś w życiu wiele rad. Jaka była to najważniejsza?
Żeby wiedzieć co chce się w życiu robić i wszystko temu podporządkować.
Chciałbyś mieć jakieś nowe hobby?
Jedyne co bym chciał to więcej czasu, który mógłbym poświęcić rodzinie. Tylko tego mi brakuje.
Gdybyś miał możliwość wystartowania w jakiś innych zawodach motorsportowych, co by to było?
Rajdy samochodowe w klasie WRC. Zawsze mnie interesowały i są ogromnym wyzwaniem.
Co byś chciał zrobić w niedalekiej przyszłości, czego jeszcze wcześniej nie próbowałeś?
Jest tego wiele, daj mi się chwile zastanowić… Chyba najbardziej chciałbym nurkować gdzieś na rafie koralowej blisko tropikalnej plaży. Tylko żeby nie było tam rekinów!
Jakie były najgorsze momenty w Twojej karierze?
Takie chwile były za każdym razem, gdy doznawałem kontuzji. Zawsze potrzebowałem wiele czasu, żeby wrócić do optymalnej dyspozycji.
Kogo podczas zawodów jest Ci najtrudniej pokonać?
Na tym poziomie rywalizacji nie ma łatwych przeciwników. Jednak kiedy perfekcyjnie wyciągnę trik Backflip Lazy Boy, wtedy inni mają problem, żeby ze mną wygrać.
Co jest ważniejsze – pieniądze, czy sława?
Sława! Jednak najważniejsze jest coś innego. Najważniejsze jest zdrowie!
Wygrywałeś wiele rund w zawodach Red Bull X-Fighters, ale z pewnością jest ta jedyna, która zapadła Ci w pamięci najbardziej. Kiedy to było?
W 2011 roku w Dubaju. Nie za dobrze poszły mi kwalifikacje. Natomiast później wszystko ułożyło się fantastycznie. Njagroźniejszymi przeciwnikami byli Andre Villa, Levi Sherwood i Nate Adams, których udało mi się pokonać i wygrać zawody. To był dzień, którego nigdy nie zapomnę...
Jakie są trzy rzeczy, które zawsze musisz mieć w swoim bagażu?
Telefon, kamerę i puszkę Red Bulla.
Co sprawia Ci najwięcej satysfakcji podczas treningu?
Gdy dana ewolucja, jaką przygotowuję, wychodzi mi perfekcyjnie.
Który z zawodników jest Twoim najlepszym przyjacielem?
Nie ma takiego jednego. Ze wszystkimi staram się mieć dobry kontakt.
Największe sportowe osiągnięcie w życiu?
Zwycięstwo w całej serii Red Bull X-Fighters w 2011 roku.
Ulubiony tor?
Oczywiście Las Ventas w Madrycie. W końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!
Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?
Moje dzieci.
Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się do newslettera już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.