Słoń
© Adam Wilkoszarski
Muzyka

Słoń: Nie chcę wokół siebie skandali

„Najważniejsze to wynosić naukę z porażek. To, że przy jednej płycie zarobiłem duży hajs nie oznacza, że przy kolejnej będzie tak samo” - mówi nam Słoń, z którym rozmawiamy nie tylko o muzyce.
Autor: Marcin Misztalski
Przeczytasz w 11 minPublished on
Opał powiedział mi dwa lata temu w wywiadzie dla Red Bulla, że jesteś prekursorem horrorcore'u w Polsce. Czujesz się nim?
Słoń: Nie do końca. Przede mną były inne osoby, które robiły rap w tym stylu. Nie odkryłem horrorcore'u, ale oczywiście znam swoją pozycję na scenie. Ja chyba jako pierwszy w naszym kraju zacząłem nazywać to, co robię horrorcorem. Takie mroczne treści mieli przede mną chociażby Nagły Atak Spawacza czy Pihu. W podobnej stylistyce z powodzeniem odnajdywał się również Jeżozwierz.
Swego czasu ze wspomnianym Jeżozwierzem było ci po drodze. Byliście np. razem koncercie Necro. Był pomysł na wspólny projekt?
Myśleliśmy o tym. To miał być skład, w którym poza nami rapować mieli też jego znajomi i kilka osób ode mnie. Ekipa miała nazwę PFK, czyli Pakamera Fritzla Kru. Dużo o tym rozmawialiśmy, ale koniec końców, nie nagraliśmy ani jednego kawałka. A co do tego koncertu, o którym mówisz to myśmy w nim uczestniczyli, kompletnie się nie znając. Nie wiedziałem nawet wtedy, jak on wygląda. Oficjalnie poznaliśmy się jakiś czas później. Tak mi się przynajmniej wydaje. Bardzo lubiłem słuchać jego kawałków. Miał fajną, brudną stylówkę. Był w pizdu prawdziwy w tym, co robił.
Żałujesz, że przestał nagrywać?
Oczywiście, że mógłby jeszcze nagrywać, ale to jego prywatna sprawa. Nie wiem, co stało za tą decyzją. To był jego wybór. Może miał już dość tego wszystkiego? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Wiesz, ja się wybiłem - mam sklep, własną wytwórnię i tak dalej. Ale nie wszyscy są w takiej sytuacji. Dziś naprawdę trudno jest się przebić. Raperzy momentami próbują walczyć z wiatrakami, ale z czasem odpuszczają. No bo ile można się na przykład wku*wiać na portale hiphopowe, które nie wrzucają newsów o nowych płytach? Teraz mamy Instagram i Facebooka, ale jeszcze kilka lat temu, promocja odbywała się głównie na portalach. Media społecznościowe nie były tak rozwinięte. Niestety było wielu raperów, którzy nagrali 1-2 krążki i zawinęli swoje zabawki.
Słoń

Słoń

© Adam Wilkoszarski

Wracając jeszcze do rozmowy z Opałem. Powiedział mi też: „Jedyne co zawsze mnie w tym nurcie irytowało to to, że ktokolwiek czegokolwiek by nie zrobił, zawsze był porównywany do Słonia. Nie masz pojęcia, ile czasu i starań zajęło mi, by w końcu zrozumieli, że nie jestem podróbą”. Sprawdzając młodszych raperów słyszałeś, że to twoje kopie?
Są osoby, które składają rymy w dokładnie ten sam sposób, co ja, mają podobną składnię słów i korzystają z tych samych ustawień wyrazów. Słyszę to. To naturalne. Często tak jest, że jeśli pojawia się ktoś charakterystyczny, to po czasie wyłania się kilka osób, które brzmią bardzo podobnie do niego. Natomiast nigdy nie słyszałem tego u Opała, Florala Bugsa, Matiego Ważnego czy u Profesora Smoka. Każdy z nich pisze w charakterystyczny sposób i nigdy nie powiem, że któryś z nich jest „młodym Słoniem”.
Pewnie każdy z was miał taki moment, kiedy wasi najbliżsi z zakłopotaniem słuchali niektórych waszych tekstów.
Z racji jakichś powtarzań klas czy innych wyrzuceń ze szkoły, nie miałem przed sobą świetlanej przyszłości. Pracowałem na magazynie i nie mogłem liczyć na lepsze źródło zarobku. Biorąc więc pod uwagę, że przeszedłem drogę od gościa, który chodził do normalnej pracy do momentu, kiedy ludzie kupują moje płyty, przychodzą na moje koncerty i chodzą w moich koszulkach, to jest to powód do dumy. A to, że ja gadam takie, a nie inne rzeczy... podejrzewam, że moich bliskich to raczej bawi, niż przeraża.
Mnie czasami zastanawia, dlaczego raperzy nie chcą rozmawiać o takich normalnych, ludzkich sprawach. Interesują ich głównie gadki o muzyce. Z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej dziwnie się czuję, kiedy dorosły facet miesza mi się na pytanie o wrażliwość.
Z wiekiem rozbudowałem w sobie empatię. Nie wyobrażam sobie, by nie być wrażliwą osobą, albo nie dostrzegać pewnych sytuacji na świecie. Wiesz, widzę przykładowo małego pieska, to mnie ten widok rozczula, a kiedy widzę ludzką krzywdę, to czuję ból. To normalne. Dziś zupełnie inaczej patrzę na świat niż 10 lat temu. Trzeba też pamiętać, że chodzi po tym świecie mnóstwo osób, które udają wrażliwych artystów, a w rzeczywistości są zarozumiałymi typami. Faceci chyba wychodzą z założenia, że wrażliwość to mało męska cecha, że nie powinno się mówić o uczuciach. Często jest tak, że mężczyźni zaczynają mówić o uczuciach dopiero wtedy, gdy nauczy ich tego kobieta. Dziś może jest inaczej, ale kiedyś faceci nie wynosili wrażliwości z domu. Te wszystkie gadki, że „chłopaki nie płaczą” i tak dalej. Taco Hemingway miał w jakimś swoim wersie, że „je*ać kulturę macho”. Coś w tym jest. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie ma co się oszukiwać, że nie mamy uczuć i wszystko przeżywamy „na sztywno”.
Spójrz przykładowo na przyjaźnie z okresu dojrzewania. Wiele z tych znajomości nie było opartych o jakieś głębokie przeżycia. Były głównie wynikiem wspólnych melanży albo tym, że mieszkacie obok siebie. Tylko to was łączyło. A w momencie, kiedy trzeba było z kimś przeprowadzić poważną, głęboką rozmowę, bo coś cię boli, to słyszałeś: „o, ku*wa, ale smutny z ciebie frajer”. Przecież tak było. Nie chcę teraz robić z siebie nie wiadomo kogo, bo pewnie też tak komuś kiedyś powiedziałem. Dziś wiem, że to było idiotyczne.
W którym momencie zauważyłeś, że ludzie zaczęli traktować cię inaczej, jak gwiazdę?
Nie chcę, by osoby, którymi się otaczam, tak mnie traktowały. To słabe. Raperzy, których najbliższe otoczenie traktuje jak bożka, któremu nic nie można powiedzieć, prędzej czy później zaczynają robić gównianą muzykę. Spowodowane jest to oczywiście tym, że ich znajomi nie będą mieli odwagi powiedzieć im, że to, co robią, jest przypałowe. Ja chcę, by mówiono mi w ryj: „Słoń, ten kawałek jest zje*any, odpuść to”. Raperzy powinni częściej mierzyć się z krytyką. Krytyka jest właśnie po to, by dawać nam do myślenia i trzymać nas w rydzach. Moi znajomi nie są po to, by mnie głaskali, bo mam ileś tam tysięcy osób na Instagramie. Sram na to. Nie chcę się otaczać takimi ludźmi. Jak nagrywam zwrotkę w studiu i w tej zwrotce jest coś spie*dolone, to osoba, która mnie realizuje mówi mi, że któryś motyw lub fragment się nie klei. Takie komentarze chcę słyszeć. Nie chcę, by ktoś mnie traktował jak bożka, bo mnie to brzydzi! Nie ma bożków! Nie ma ludzi nieomylnych i idealnych. Jeśli jakiś raper ma problem z tym, że ktoś mu wytknie błąd, to polecam mu się przejść na terapię, bo ewidentnie nie radzi sobie z krytyką.
Wywołałeś Instagram. Uważasz, że osoba będąca na takim poziomie popularności na jakim ty jesteś, musi być mocno aktywna w socialach i codziennie dodawać kolejne zdjęcia i filmy? Pytając wprost: czujesz się tego niewolnikiem?
Nie. Dodając codziennie posty na Instagramie, dbam o swoje zasięgi. Dbam o swoje media społecznościowe i dzięki temu docieram do większej liczby osób. Jeśli sam sobie nie zrobię promocji, to nikt inny tego za mnie nie zrobi - żadne portale, rozgłośnie radiowe czy telewizja. Jeśli teraz bym zniknął z internetu i wrzucił post o nowych ciuchach dopiero za pół roku, to prawdopodobnie dotarłby on do nieporównywalnie mniejszej grupy odbiorców. Moje ciuchy płacą mi za to, że idę do studia i nagrywam kolejne kawałki. Jeśli chcesz mi zarzucać, że jestem nadaktywny w internecie, to śmiało zarzucaj. Dbaj o swoje zasięgi, a ja dbam o swoje.
Niby nie każdy jest Pezetem, by pozwolić sobie na zniknięcie ze sceny na tak długo, ale z drugiej strony - naprawdę uważasz, że gdybyś zniknął na przysłowiowy rok, to słuchacz by o tobie zapomnieli?
Nie mam zielonego pojęcia, co by się stało. Byłem już w momencie, kiedy sprzedałem 1/4 płyt z tych, które zaplanowaliśmy sprzedać. Wydałem album, który sprzedał się gorzej niż jego poprzednik. I co? Musiałem rozłożyć łapy i zastanawiać się, jakie popełniłem błędy. Nikt, poza mną, nie poniósł z tego tytułu konsekwencji finansowych. Powiem ci więcej. Były sytuacje, kiedy szedłem przez Łódź i podbijali do mnie słuchacze z pytaniem co tu robię? Bo nie dotarła do nich wiadomość, że gram u nich w mieście koncert. Pamiętaj, że sprzedane bilety na moje wydarzenia przekładają się na to, że kolejny organizator koncertów dzwoni do mojej menedżerki i dogadujemy następny termin - bo widzi, że na moje koncerty przychodzą ludzie. Mówisz o Pezecie. Pomijam już fakt, że on robi bardzo dobry rap. Ale pamiętaj, że on nagrywał swoje płyty w momencie, kiedy istniały telewizje muzyczne. Jego stare klipy leciały na rotacji. Jak ja zacząłem pojawiać się na scenie, to nie było tego! Rap był w piździe. Jeśli coś mogliśmy ugrać, to tylko własnym sumptem. Inaczej patrzy się na raperów z pokolenia Pezeta, bo ludzie pamiętają ich kawałki jeszcze z Vivy czy MTV.

5 min

Powrót Pezeta

Powrót Pezeta

Zmieniły cię duże pieniądze, które w pewnym momencie zaczęły się w twoim życiu pojawiać?
Tak. Wszystko, co dzieje się w życiu, nas zmienia, nie tylko przypływ gotówki. Najważniejsze jest, by wynosić naukę z porażek. To, że przy jednej płycie zarobiłem duży hajs nie oznacza, że przy kolejnej będzie tak samo. Takich osób, które mają gwarantowany sukces w polskim rapie, jest może z pięć. Wątpię, że dojedziemy do dziesięciu. Spotykałem się z sytuacjami, że po zagranym koncercie, na który przyszło 500 osób, czyli bardzo dużo, organizator trochę narzekał i mówił: „no ale rok temu było tysiąc”. No i co mam zrobić? Wiem, że ludzie tak na mnie patrzą. Muszę z tym żyć.
Mówiłeś przed chwilą o telewizji. Dostałeś propozycję udziału w programie u Kuby Wojewódzkiego? Takie rzeczy pomagają w budowaniu popularności i zwiększają zasięgi.
Nie dostałem i powiem szczerze, że nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdyby taka się pojawiła... Wiesz, ja już miałem taki strzał, że z dnia na dzień stałem się sławny. Dosłownie z dnia na dzień. To było przy okazji płyty z Mikserem - „Demonologia 2”. Po premierze tego krążka poszedłem do sklepu, do którego zawsze chodzę po bułki i nagle wszystkie kobiety, które tam pracowały, wiedziały, kim jestem. Dzień wcześniej tego nie wiedziały. Czy ten fejm mi coś dał? Nie dał mi nic, bo kolejna płyta sprzedała się kiepsko. Nauczyło mnie to tego, że po prostu trzeba robić swoje. Sukces komercyjny ma to do siebie, że nagle pojawia się wokół ciebie wiele osób. Sukces znika, ludzie wokół też. Nic więcej. Nic mniej. Wiem, że koszmarem byłoby dla mnie to, że musiałbym żyć i się zastanawiać, czy napisze dziś o mnie Pudelek. Nie chcę takiego fejmu. Nie chcę wokół siebie skandali. Jeśli mam być popularny, to chcę być popularny, bo nagrywam rap.
Piszesz również takie teksty, w których odcinasz się od rapowej sceny. Co to właściwie znaczy?
Świat raperów nie różni się zupełnie od świata mechaników, kucharzy, sportowców czy projektantów mody. Ludzie plotkują i mają w sobie dużo jadu. „Jaram się w ch*j, bo jego ostatnia płyta się nie sprzedała”. „Ale zrobił ch*jowy klip” - nie chcę mi się uczestniczyć w rozmowach, w których padają takie teksty. Oczywiście, że ja też obrabiam dupę ludziom, ale robię to w gronie osób, które nie mają nic wspólnego z hip-hopem. Wśród swoich najbliższych. Nie wyobrażam sobie, że cieszę się z tego, że komuś nie wyszło. A koledzy raperzy zacierają ręce w takich sytuacji. Gwarantuję ci. Byłem świadkiem, kiedy raper X obrabiał tyłek raperowi Y, a kiedy raper X zszedł ze sceny, to Y witał się z nim jak z bratem. Widziałem takie rzeczy. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
W kawałkach podkreślasz też, że nie byłeś najlepiej traktowany w pracy na etacie. Czego nauczyły cię te wszystkie lata harówki?
Że 100 złotych to bardzo dużo pieniędzy. Jeżeli mi ktoś zabierze kasę z mojej muzyki, to nie wyczaruję tych 100 złotych, tylko będę musiał iść do roboty. Pamiętam o tym. Na pewno takie przestawienie się z życia rapera na życie gościa chodzącego codziennie do pracy, kosztowałoby mnie w ch*j stresu. Dziś jestem niezależną osobą - nie muszę się nikogo prosić o urlop i tak dalej. Jestem szczęśliwy, że jestem w gronie tych wybrańców, którzy mogą zarabiać pieniądze z tego, co kochają. Nie chciałbym wracać do roboty na trzy zmiany, ale jak będę musiał, to wrócę.